niedziela, 22 listopada 2015

#2 Hetalia

Widziałam go wyraźnie. Chłopaka z przed kilku lat. Pierwszy i ostatni raz spotkałam go na konkursie poezji śpiewanej. Przez cały dzień próbowałam go obserwować. Desperacko szukałam go wzrokiem. To on właśnie wygrał. A ja nawet nie brałam udziału tylko oswajałam się z atmosferą panującą na auli. Kiedy przyjechałam rok później... już nie startował. Jego uroda była dla mnie urwana od rzeczywistości. Ciemny blondyn, którego włosy odsłaniały kark, a grzywka zasłaniała pół czoła. Nieskazitelna, jasna cera i przeciętne, duże niebieskie oczy. Czarny kolczyk w uchu utwierdził mnie, że to on. Ponadto ubrany był tak jak na tym konkursie. Czarne spodnie, koszula, zegarek  i buty. Na plecach miał plecak szkolny a w dłoni trzymał pokrowiec do swojej gitary. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Tak samo jak wtedy. Staliśmy naprzeciwko siebie, na otchłani bezkresnej wody. Ciemność okalała nas. On nic się nie zmienił. A ja...? Ja... nadal jestem żałosną dziewczyną, która nie potrafi zaaklimatyzować się we współczesnym świecie przekręństw. Dawno przestałam wierzyć w ludzi. Ale gdy zobaczyłam tego chłopaka... poczułam falę nowej determinacji i siły. Tak było wtedy, tak jest teraz. Mogę wszystko. Mogę być kim  tylko zechcę. Z nową porcją... Pomimo, że nie mam nikogo. Że nie jestem w stanie zrobić nic sama... o czym ja pierdolę? Przecież pokażę ludziom, że niemożliwe staje się możliwe! Zrobiłam krok w stronę Norberta ale zawiał gwałtowny wiatr zmuszając mnie do siłowania się z żywiołem. Nagły podmuch rozwiał moje długie, proste kruczoczarne włosy, które od połowy były czerwone ombre. Najlepsze jest to, że włosy nie farbowane ani razu. Miałam takie od urodzenia... odkąd tylko pamiętam. Spojrzałam na chłopaka, który delikatnie uśmiechnął się w moją stronę. 
Już nie długo                                     Nadejdzie czas                                    
Znów się zobaczycie. 
                Koniec udręki                                                   Przygotuj się 
    Ból                             Przyjaźń            Zobaczysz go                          Szczęście
                      Miłóść                                           Koniec czekania 
Te pojedyncze zdania kotłowały się w mojej głowie, jedno zagłuszało drugie. Szmery... Było ich więcej ale tylko te zdołałam zrozumieć. Czyli go znów zobaczę? Będzie mi to dane? W jaki sposób się spotkamy?  Czemu mogłam go zobaczyć? Ej, przystopuj trochę z tymi pytaniami bo nie znajdziesz na nie odpowiedzi. Westchnęłam. Poczułam na swoim obojczyku coś mokrego i nieprzyjemnego. Chciałam je dotknąć i sprawdzić co to, gdy poczułam jak to coś zaczyna wżerać mi się w skórę. 
Trzynaścioro ich było. W tym samym czasie pożar wybuchł, pochłonęła ich ciemność i wizji doznali. I w tym samym czasie świat usłyszał trzynaście krzyków. 
Zdanie kotłowało się w mojej głowie, jak część taniej przepowiedni. Tania bajeczka dla małych dzieci. Jednak długo myśleć nad tym nie mogłam. Ból był tak ogromny, że krzyknęłam a echo krzyku rozniosło się po sali. Na darmo, przecież tylko ja go słyszałam. Nikt nie może mi pomóc. Nikt nie jest w stanie ujarzmić tego cierpienia. Czemu nadal jestem przytomna. Przy normalnych zmysłach dawno straciłabym świadomość. Czułam ja mnie przytłacza.... wszystko. Ja, ciemność, wiatr i ból. To nie do wyobrażenia. Zamknęłam oczy, a po policzku spłynęła mi łza. Zapadła cisza. Otworzyłam oczy. Siedziałam w swojej ławce. Spojrzałam zdezorientowana na tablicę. Fizyka...? Zaraz.... ale to już wszystko było. Ta lekcja...baba wykonywała identyczne ruchy jak przed pożarem. I mówiła tak samo i to samo. Klasa również robiła to samo. 

-Heh...? - mruknęłam cicho sama do siebie.

Rozejrzałam się badawczo po klasie. Koleżanka siedząca obok mnie zerknęła na mnie. Ola szturchnęła mnie i spytała czy wszystko dobrze.

-Tak.... jak najbardziej - kiwnęłam głową udając nie zrozumienie. Idzie mi dobrze.

-To wytłumacz mi tą łzę - pokazała długopisem na mój policzek.

-Coś wpadło mi do tego oka. Gdybym płakała, oba policzki byłyby mokre - powiedziałam cicho.

Koleżanka zamilkła i wróciła do swojego zeszytu. Podparłam głowę o moją dłoń i zaczęłam przepisywać tablicę. Tym razem nie przerwały mi 3 dzwonki. Dzwonek normalnie zadzwonił i wszyscy popędzili do domu. Bijąc się z myślami trochę nie zdarnie spakowałam wszystko do torby. Koleżanka musiała mi pomóc. Kiedy wychodziłyśmy bąknęłam krótkie dziękuję i dozobaczenia. Pożegnałam także cicho swoją nauczycielkę. Zamiast skierować się do wyjścia, poszłam do sali fotograficznej. To przecież nie mogło mi się przyśnić. Pożar... i... Nagle zatrzymałam się przypominając sobie o tej wżerającej się w moją skórę plamę. Rozejrzałam się czy nikogo nie ma i zajrzała pod bluzkę. Nie wierzę.... ona jest! Duża, bo inaczej bym jej nie dostrzegła. Przymrużyłam oczy pogrąząjąc się w jeszcze większym zamyśleniu.  Ruszyłam dalej i zatrzymałam się dopiero przed drzwiami.  Otworzyłam ostrożnie drzwi i zajrzałam do środka. Nie ma żadnych śladów pożaru? Co tu się dzieje? Weszłam do środka zamykając drzwi. Zaczęłam przyglądać się każdemu zdjęciu. Wszystkie w odcieniach szarości i sepii. Przedstawiały sylwetki rodzin, bawiących się dzieci i zakochane pary. Poczułam ukłucie w sercu. Mocno zacisnęłam szczękę i wyszłam z pomieszczenia. I moim celem stał się dom. W sumie.... to jestem sierotą. Zmieniałam swój dom kilkukrotnie i nigdy nie z mojej winy. Raz to mnie rodzina chciała oddać w ręcę niemieckich pedofili. Takie tam... nadal nie wiem jak ja się uratowałam. Nie zbyt potrafie sobie to przypomnieć. Ale teraz mam normalną rodzinę. Choć tylko formalnie, bo uczuciowo to nadal sierota. Nie czuję ich miłości a ja ich kochać nie zamierzam. Wyszłam z terenu szkoły. Odebrałam swój rower i pojechałam do domu na odludziu. No nie powiem fajne to odludzie. Jednak brakuje mi tam kogoś. Ale... mam już dosyć. Od tego dnia, czas biegł szybciej, bo zajęłam się nowymi rzeczami. Między innymi prowadzeniem bloga, nagrywania na youtube oraz cosplayowaniem. Co najśmieszniejsze, wszystko to w kilka miesięcy, ponieważ wszystko mogłam ze sobą połączyć. A o tatuażu nic nigdy nie wspomniałam. Tak samo jak włosy.... długo nie kminiłam bo i tak bym nie ogarnęła. Nie spodziewałabym się, że przez to mój świat legnie w gruzach. Czemu akurat? 

4 komentarze:

  1. Powitać, powitać. Pamiętasz mnie jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMATKOPRZENAJŚWIĘTSZA!
      Jasne, że pamiętam, tak samo jak w głowie mam jeszcze wszystkich innych.

      Usuń
    2. A co to tam porabiasz? I jak tam Ci pisanie idzie?

      Usuń
    3. Mi pisanie idzie średnio, u ciebie pewnie lepiej.

      Usuń