Włożyłam ostatnie walizki do bagażnika samochodu, po czym z lekkim trzaśnięciem zamknęłam drzwiczki. Spojrzałam na swoje drobne dłonie, których skóra była jak zwykle blada. Teraz opuszki palców pokrywały brud pochodzący od rzekomo umytego auta. Jakie brednie. Szybko pozbyłam się brudu pocierając o siebie palce. Dziś wyjeżdżam do mało znanej akademii dla osób „innych” od reszty społeczeństwa. Rodzice cały czas mi powtarzali, że to dla mojego dobra. „Tam będzie ci lepiej, zobaczysz”, mówili. Nie wierzę w to. Nie wierzę w nic. Przecież to nie ma sensu. Po co mam chodzić do takiej a nie innej, skoro mam swoje zdanie na ten temat. Po co mi to wszystko? Przecież i tak wszyscy umrzemy. To co materialne zostanie tu. I po co nam to było? Żeby pokazać, że potrafimy? Hah, nie jestem tchórzem ale upodobałam sobie życie w cieniu, nie zauważalna przez innych. To mi wystarczy. Być. Nie mieć. Być. Po śmierci czeka nas tylko ciemność i nicość. Będziemy zlepką pustki. Zamknęłam na chwilę oczy, by móc je otworzyć. Moje tęczówki były jednego z odcieni pastelowej zieleni. Lubiłam je. Dodawały mi tego czegoś. Doskonale wiedziałam, że mało osób ma pastelowe oczy. Nikt nie jara się teraz heterochromią. Heterochromia jest dziedziczna i przez mieszanie się genów coraz więcej ludzi to ma. Odwróciłam się w stronę wschodzącego słońca, kiedy wiatr porwał pojedyncze kosmyki długich, białych jak śnieg włosów do tańca. Prawdopodobnie ostatni raz się rozkoszuje tą wolnością. Poranne promienie słoneczne muskały moją skórę. Czy kiedykolwiek się opaliłam? Nie... nie wydaję mi się. To całkiem tak, jakby mój organizm był przeciw. Taki mały strajk przez całe życie bo mam 'śliczny' jasny odcień. Gadanie koleżanek z klasy! Westchnęłam. Byłam ubrana w krótkie czarne spodenki oraz biały T-shirt z trupią czaszką. Była to moja ulubiona bluzka, bo nie przylegała do ciała. Nienawidzę jak ubrania są obcisłe. Westchnęłam przestępując z nogi na nogę w czarnych trampkach o czystych, białych sznurówkach. Ostatni raz spojrzałam na swój rodzinny dom, poczułam ukłucie w sercu. Z pewnością będę tęsknić za tym miejscem. Nie ma bata że nie. Kątem oka zerknęłam na swoją mamę oraz młodszą siostrzyczkę. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco i wsiadłam do samochodu. Zapięłam pasy, spoglądając co chwilę na tatę stojącego przed pojazdem. Wpatrywał się w oddaloną przestrzeń z widoczną dumą i zadowoleniem. „Ciekawe z czego się tak cieszy”, pomyślałam przybierając niezadowolony wyraz twarzy. Odetchnęłam głęboko wyciągając telefon. Co prawda nie byłam zbyt lubianą osobą w szkołach i w ogóle ale nawiązałam przyjaźń z pewnym chłopakiem i dziewczyną. Na ekranie pojawiła się treść nieodczytanego SMS'a.
Na co szybko odpisałam krótkie podziękowanie. Nigdy jakoś specjalnie się rozpisuję. Nie chce mi się. Mam lepsze rzeczy do roboty.... chociaż teraz to czekam na tatę w samochodzie. Zirytowana odkaszlnęłam w swój charakterystyczny sposób zwracając na siebie uwagę.
-Możemy już ruszać? - spytałam.
-Oh... przepraszam, zamyśliłem się trochę – odparł tato w odpowiedzi i czym prędzej wsiadł do auta.
Ryk silnika zawiadomił wszystkich, że odjeżdżam. Znikam na kilka dobrych lat nauczyć się. Nauczyć się całej wiedzy jaką posiedli ludzie. Nauczyć się wszystkiego o innych. Nauczyć się czegoś o sobie. Nikt nie zna mnie, ja również o sobie dużo nie wiem. Jako inna, powinnam wiedzieć wszystko. Ale tak nie jest. Kim jestem? Krew jaka we mnie płynie jest inna od wszystkich. Może najwyższy czas o to spytać? Kiedyś trzeba. Teraz jest idealny moment.
-Więc kim jestem? - spytałam się kierowcy prowadzącego samochód.
-Jesteś moją córeczką, kochaną Katsumi – odparł z uśmiechem.
Rzuciłam mu stanowcze spojrzenie 'z pod byka', lekko na ukos. To również mnie charakteryzuje. I nie takiej odpowiedzi chciałam uzyskać. Zerknął na mnie kątem oka, bo wzrokiem wypalałam w jego ciele dziurę.
-Jesteś sprytna. Nie chcesz obarczać się za w czasu większymi obowiązkami oraz naglącymi się w głowie pytaniami. Zawsze wybierasz najlepsze momenty – odparł zwlekając.
-A ty spostrzegawczy i strasznie zwlekasz. No... już – rzekłam nagląco.
-Anioł śmierci, mówi ci to coś? Jedna z najpotężniejszych ras - odpowiedział jednocześnie pytaniem.
-Aniołem... Śmierci...? - wydukałam lekko zaskoczona. - A to czasem nie to samo co Bogowie Śmierci? - mruknęłam szybko ochłonąwszy.
-Nie. Bogowie Śmierci nie żyją w tym świecie i oni decydują o śmierci i duszach bo jest to ich obowiązkiem. Za to Anioły Śmierci... zabijały inne rasy jak się im naprzykrzyły... bo w końcu więcej czasu spędzaliśmy z nimi niż z ludźmi. Każdy się nas bał... demony nam zazdrościły siły. Byliśmy do tego stworzeni, do zemsty. Bynajmniej takie krążą o nas pogłoski. A czy to prawda, sama się przekonasz w tamtej akademii. Myślę, że to właśnie tam odkryjesz całą prawdę - odparł całkiem poważnie.
Przyglądałam się jego twarzy. Miał ciemniejszą cerę ode mnie i błękitne oczy. Posiadał jasno brązowe włosy. W niczym nie był podobny do mnie. Ja w ogóle do nikogo nie jestem podobna. Moja matka była blondynką o fioletowych oczach. Moja siostra posiada włosy ojca a oczy matki. Czemu właśnie teraz naszły mnie takie refleksje? Zamknęłam oczy i wygodniej usiadłam w fotelu usatysfakcjonowana odpowiedzią. Założyłam słuchawki na uszy puszczając piosenki z mojego telefonu. Teraz wkroczyłam do nowego świata. Świata wykreowanego prze ze mnie. Stworzyłam go sama. Świat filozofii, wewnętrznych przeżyć i przemyślań. Nikt do niego nie wkracza. Jest wyłącznie mój. Panują tam moje prawa, których trzeba się przestrzegać. A ten, kto w nie wkroczy, musi przyjąć do świadomości mój nie tak prosty tok myślenia. Dla mnie wiele rzeczy jest logiczne dzięki teoriom, które pojawiają się w mojej głowie. Ciekawe, czy w akademii zdołają to zrozumieć. Tą inność nie tylko ze względu na krew, ale na umysł. To całkiem tak, jakbym była chora psychicznie. Może lepiej zaaklimatyzuje się w klasie? Ktoś się we mnie zakocha? Interesująca opcja, ale chyba nie dla mnie. Serce moje skute lodem. Ktoś jest wstanie je roztopić? Ale jak je roztopi, to serce będzie martwe. I będę jak marionetka? Właśnie z tą parszywą myślą, odpłynęłam w głębokim śnie. Marzeniom, które i tak się nie ziścią. Nie wierzę w to. Nie wierzę w nic. Nie wierzę w ludzi. Ale wierzę w ciemność.
Od Sazu:
„Wyjeżdżasz dzisiaj :# Mam nadzieję, że będzie ci tam dobrze ale nie aż tak jak z nami <3 Miłej podróży. Nie stwarzaj sobie tylu wrogów Kas „
Na co szybko odpisałam krótkie podziękowanie. Nigdy jakoś specjalnie się rozpisuję. Nie chce mi się. Mam lepsze rzeczy do roboty.... chociaż teraz to czekam na tatę w samochodzie. Zirytowana odkaszlnęłam w swój charakterystyczny sposób zwracając na siebie uwagę.
-Możemy już ruszać? - spytałam.
-Oh... przepraszam, zamyśliłem się trochę – odparł tato w odpowiedzi i czym prędzej wsiadł do auta.
Ryk silnika zawiadomił wszystkich, że odjeżdżam. Znikam na kilka dobrych lat nauczyć się. Nauczyć się całej wiedzy jaką posiedli ludzie. Nauczyć się wszystkiego o innych. Nauczyć się czegoś o sobie. Nikt nie zna mnie, ja również o sobie dużo nie wiem. Jako inna, powinnam wiedzieć wszystko. Ale tak nie jest. Kim jestem? Krew jaka we mnie płynie jest inna od wszystkich. Może najwyższy czas o to spytać? Kiedyś trzeba. Teraz jest idealny moment.
-Więc kim jestem? - spytałam się kierowcy prowadzącego samochód.
-Jesteś moją córeczką, kochaną Katsumi – odparł z uśmiechem.
Rzuciłam mu stanowcze spojrzenie 'z pod byka', lekko na ukos. To również mnie charakteryzuje. I nie takiej odpowiedzi chciałam uzyskać. Zerknął na mnie kątem oka, bo wzrokiem wypalałam w jego ciele dziurę.
-Jesteś sprytna. Nie chcesz obarczać się za w czasu większymi obowiązkami oraz naglącymi się w głowie pytaniami. Zawsze wybierasz najlepsze momenty – odparł zwlekając.
-A ty spostrzegawczy i strasznie zwlekasz. No... już – rzekłam nagląco.
-Anioł śmierci, mówi ci to coś? Jedna z najpotężniejszych ras - odpowiedział jednocześnie pytaniem.
-Aniołem... Śmierci...? - wydukałam lekko zaskoczona. - A to czasem nie to samo co Bogowie Śmierci? - mruknęłam szybko ochłonąwszy.
-Nie. Bogowie Śmierci nie żyją w tym świecie i oni decydują o śmierci i duszach bo jest to ich obowiązkiem. Za to Anioły Śmierci... zabijały inne rasy jak się im naprzykrzyły... bo w końcu więcej czasu spędzaliśmy z nimi niż z ludźmi. Każdy się nas bał... demony nam zazdrościły siły. Byliśmy do tego stworzeni, do zemsty. Bynajmniej takie krążą o nas pogłoski. A czy to prawda, sama się przekonasz w tamtej akademii. Myślę, że to właśnie tam odkryjesz całą prawdę - odparł całkiem poważnie.
Przyglądałam się jego twarzy. Miał ciemniejszą cerę ode mnie i błękitne oczy. Posiadał jasno brązowe włosy. W niczym nie był podobny do mnie. Ja w ogóle do nikogo nie jestem podobna. Moja matka była blondynką o fioletowych oczach. Moja siostra posiada włosy ojca a oczy matki. Czemu właśnie teraz naszły mnie takie refleksje? Zamknęłam oczy i wygodniej usiadłam w fotelu usatysfakcjonowana odpowiedzią. Założyłam słuchawki na uszy puszczając piosenki z mojego telefonu. Teraz wkroczyłam do nowego świata. Świata wykreowanego prze ze mnie. Stworzyłam go sama. Świat filozofii, wewnętrznych przeżyć i przemyślań. Nikt do niego nie wkracza. Jest wyłącznie mój. Panują tam moje prawa, których trzeba się przestrzegać. A ten, kto w nie wkroczy, musi przyjąć do świadomości mój nie tak prosty tok myślenia. Dla mnie wiele rzeczy jest logiczne dzięki teoriom, które pojawiają się w mojej głowie. Ciekawe, czy w akademii zdołają to zrozumieć. Tą inność nie tylko ze względu na krew, ale na umysł. To całkiem tak, jakbym była chora psychicznie. Może lepiej zaaklimatyzuje się w klasie? Ktoś się we mnie zakocha? Interesująca opcja, ale chyba nie dla mnie. Serce moje skute lodem. Ktoś jest wstanie je roztopić? Ale jak je roztopi, to serce będzie martwe. I będę jak marionetka? Właśnie z tą parszywą myślą, odpłynęłam w głębokim śnie. Marzeniom, które i tak się nie ziścią. Nie wierzę w to. Nie wierzę w nic. Nie wierzę w ludzi. Ale wierzę w ciemność.
***
Obudziłem się bardzo wcześnie. Czułem dziwny niepokój, zazdrość, niedosyt. Czemu? Przecież wszystko mam! Nikt mi się nie sprzeciwia. Dziewczyny lgną do mnie niczym do słodkości. Westchnąłem ciężko. Byłem lekko zdziwiony tym co czułem. Leżąc cały czas w łóżku patrzyłem w sufit czerwonymi oczami. Zamknąłem oczy i wszystkie myśli odstawiłem na bok. W mig zniknęły,a we mnie wlała się harmonia. Nagle coś nie dawało mi spokoju. Z racji iż jestem Aniołem Śmierci mogłem wyczuwać aury danej rasy. W tym przypadku wyczuwałem identyczną do mojej ale znacznie słabszą. Czyli w końcu rodzinka Asano posłała swoją córeczkę do akademii. Nareszcie będę mógł ją poznać. Nie długo się przebudzi jej ukryta moc. Ciekaw jestem czy stanie się silniejszą ode mnie... W tym samym momencie uśmiechnąłem się sam do siebie. Nie był to uśmiech szczęścia... to nie byłoby do mnie podobne. Był to jednak szyderczy uśmiech. A teraz wystarczy czekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz