niedziela, 8 listopada 2015

#2 Inna Wyjątkowa

Dookoła mnie rozpościerała się czerń. Tylko lustro stało na przeciwko mnie, a w nim moje odbicie, choć nie całkiem moje. Dwie identyczne postacie ale nie mogę wyzbyć się tego wrażenia, że jednak dwie inne osoby. Wpatrywałam się intensywnie w odbicie poszukując różnic. I rzeczywiście, jakieś były. Ona miała łagodniejszy wyraz niż ja. W jej oczach dostrzegłam smutek, ból i cierpienie, które wyniszcza ją od środka. Co to ma znaczyć? Nie tak wyglądają moje marzenia. Ja.... ja nie mam w sumie marzeń. Nigdy nie marzę. Tak mi się zdaję. Podeszłam do lustra ale kiedy tylko chciałam go dotknąć, szkło rozbiło się, całe zamieniając się w setki piór, które teraz wirowały wokół mojej smukłej sylwetki. Pozostałam teraz tylko pięknie zdobiona rama. Dłoń, którą chciałam dotknąć odbicie, szybko zacisnęłam w pięść. Zamknęłam oczy. Poczułam delikatne szturchanie. Wybudzam się ? No wreszcie. Nie chcę więcej przechodzić przez ten sen. Z niewiadomych przyczyn strasznie mnie przytłacza. Dźwięki pochodzące z otaczającego mnie miejsca docierały do mnie z każdą chwilą wyraźniej. Zniesmaczona ziewnęłam szeroko otwierając usta. Otworzyłam oczy tak, jakbym nie spała. Nie było w nich widać ani jednej iskierki, chcącej jeszcze trochę pospać. Co to, to nie. Spojrzałam na tatę, który wybudził mnie ze snu. Przeciągnęłam się w samochodzie rozciągając zaspane kości. Otworzyłam drzwiczki i wyszłam. Muzyka dawno się skończyła, dlatego zerknęłam na wyświetlacz. Ups, nieodczytane SMS'y oraz dwa nieodebrane połączenia. Westchnęłam ciężko. Lepiej byłoby bez tej całej technologii. Oj.... zdecydowanie. A ile mam procent baterii..? 70% więc nie jest źle. Schowałam zarówno słuchawki jak i telefon do kieszeni. Podeszłam do bagażnika, gdzie czekały na mnie  dwie spore walizki. Ale co to dla mnie. Wzięłam i zaprowadziłam je na chodnik by nie torować przejazdu. Kto wie, może ktoś jeszcze teraz przyjedzie? Nie ważne... Podeszłam do taty i standardowo się do niego przytuliłam.

-Będę za tobą tęsknił – powiedział szeptem.

-Ah..... wiem. W sumie ja za wami też – odparłam.

Gdy się odkleiliśmy od siebie na mojej twarzy widniał delikatny uśmiech. Tata wsiadł do samochodu i gdy odpalił silnik, spojrzał na mnie tęsknie. To naprawdę aż tak boli? Westchnęłam przekrzywiając głowę na bok. Pomachałam mu na pożegnanie. I odjechał. Zostałam sama w tym ogromnym świecie. Taa... „będzie lepiej”. No to zobaczymy! Westchnęłam przybierając swój obojętny wyraz twarzy.  Wzięłam walizki i zaczęłam iść w stronę dwóch oddzielnych budynków, które jak mniemam są akademikami. Jeden żeński, drugi męski. Oba były dość wysokie i w ogóle takie masywne. Coś jak bloki czy kamienice. Pomalowane na intensywny żółć choć każdą ścianę zdobiły pomarańczowe akcenty. Drobne ale widoczne, przez co dodają uroku. Szłam a odgłos kółek na chodniku bardzo mnie irytował. Miałam wrażenie, że cały świat mnie słyszy. Wchodząc pomiędzy budynki poczułam na sobie czyiś wzrok. Zatrzymałam się i uniosłam głowę. Z lewej strony, z balkoniku obserwował mnie chłopak. Może tak z rok starszy, może dwa lata. Opierał się o balustradę i trwał w bezruchu niczym posąg. Delikatny powiew rozwiewał kruczoczarne włosy zakrywające kark. Z pod grzywki opadającej na czoło, wpatrywał się oczami żywej czerwieni. No nie powiem, ładny kolor ale sądząc po tym gdzie się znajdujemy, nie jeden ma takie tęczówki. Spiorunowałam go wzrokiem. Uniósł jedynie brwi a wargi ani drgnęły.  Więc będzie milczał? Milczenie to też mój przyjaciel, więc niech sobie nie myśli. Z nie zadowoleniem ruszyłam dalej, stwierdzając 'przypadkiem', że prawy budynek to akademik żeński. Weszłam do środka znikając z oczu temu chłopakowi. W środku panowała cisza przerywana nieustającym tykaniem zegara. Nagle usłyszałam kobiecy głos.

-Dzień dobry. Mogłabyś podać swoje imię i nazwisko? Jestem pewna, że przed przyjazdem ktoś cię rejestrował. Telefonicznie bądź mailowo. Jeżeli nie jesteś zarejestrowana to będziesz musiała wypełnić formularz a ja przydzielę ci wolny pokój - wytłumaczyła a ja kiwnęłam głową.

Rozglądałam się po pomieszczeniu. Po lewej stronie kawiarenka a po prawej administracja. Za biurkiem stała wysoka blondynka o szarych oczach.

-Asano... Asano Katsumi – powiedziałam przyglądając się pierdółkom zdobiących to miejsce.

Przez chwilę słyszałam jeszcze szybki stukot klawiszy przerywane kliknięciami myszki.

- Mhm... zostałaś zarejestrowana. A więc jesteś jedną z tych ras na wymarciu? Współczuję... jest ci pewnie ciężko... - powiedziała.

"Ciężko? Kompletnie o niczym nie mam pojęcia prócz nazwy mojej rasy", pomyślałam spoglądając znacząco na kobietę pracującą.

- Twój pokój znajduje się pod 29 numerem na I piętrze - poinformowała mnie.

- Dziękuję - rzekłam i ruszyłam do swojego pokoju.

Drogę odbyłam w niezwykłej ciszy. Gdzie nie gdzie słyszałam z mijanych drzwi muzykę albo rozmowy. Czemu nie ma tu windy? Muszę nieść ze sobą dwie ciężkie walizki. To jest męczące tak co chwilę się zatrzymywać. Na każdym jednym małym schodku. W dłoni dodatkowo trzymałam kluczyk z numerkiem pokoju. Gdy dotarłam na swoje piętro powolnym krokiem ruszyłam dalej wypatrując na drzwiach tabliczki z numerem mojego pokoju. Nie zajęło mi to długo. Stanęłam przed drewnianymi drzwiami. Wzięłam głęboki wdech. Wsadziłam do dziurki miedziany kluczyk i przekręciłam. Poczułam dziwne uczucie słysząc znajome 'pyknięcie' w zamku. Drzwi otwarte. Weszłam do środka zamykając za sobą drzwi. Oto moje nowe królestwo na okres kilku lat. Na łóżku zauważyłam mundurek szkolny. A więc po to rodzicom były potrzebne moje wymiary....  Krótka spódniczka z czerwonego materiału w czarną kratkę oraz w komplecie z takiego samego  wzoru krawat. No i standardowo biała koszula z krótkim rękawkiem i kołnierzem. Zawiesiłam ubranie na wieszak, wieszając w widocznym miejscu. Pospiesznie rozpakowałam rzeczy wcale nie zwracając uwagi co ze sobą wzięłam. Lekko zmęczona układaniem wszystkiego wedle swojego 'widzi-misie' położyłam się na łóżko. Wpatrywałam się w sufit.

-A gdyby tak iść poszukać czegoś o Aniołach Śmierci? Dziwnie byłoby jej nie znać będąc nim- mruknęłam sama do siebie.

Miałam przerażająco chłodny i spokojny głos, który przyprawiał nie tylko innych o dreszcze ale też i mnie. Ale co mogę zrobić? Nic. Chociaż moment... mi to tam odpowiada. Przynajmniej dadzą mi spokój. A zresztą... Wstałam i ruszyłam zwiedzić okolicę. A nóż widelec kogoś spotkam i nawiążę jakąś znajomość? Więc wyszłam pozostawiając w pomieszczeniu kłębki myśli o tym, czego się dowiem o sobie. To będzie bolało? 

****
Córeczka Asano była piękną dziewczyną. W gruncie rzeczy każdy z nas był piękny. Mieliśmy coś z aniołów.  Westchnąłem przeczesując włosy. Odechciało mi się wszystkiego przez nią. Lada moment może się przebudzić. Jestem pewny, że będzie moją konkurentką. A tak nie może być! Będę silniejszy od niej, władza w tej szkole nadal będzie moja. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz