Siedziałam w ostatniej ławce pod oknem wpatrując się tępo w zapisaną tablicę jakimiś wzorami z fizyki. Jejku, jak ja nienawidzę tego przedmiotu to... to jakaś porażka! A nauczycielka jeszcze gorsza. Dobrze, że to jest ostatnia lekcja, bo więcej w tym liceum nie wytrzymam. Zdecydowanie mam dosyć. Założyłam nogę na nogę siadając wygodniej. Gdy gościara odwróciła się do nas tyłem, wyjęłam z kieszeni telefon i zerknęłam na wyświetlacz by sprawdzić ile zostało do dzwonka. Jeszcze tylko parę minut. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Schowawszy urządzenie wlepiłam znudzone spojrzenie szarych oczu w nauczycielkę. Czasie, błagam, szybciej. Westchnęłam cicho, gdy na tablicy zauważyłam coś nowego. Polskie szkolnictwo, co chcieć więcej. Na pewno przyda mi się w życiu! I w ogóle po jaką cholerę piszą podręczniki trudnym językiem? No bo to do polskiego nawet nie podobne. Śmieszne terminy i nazwy, które wcale nie mają wspólnego z tym, czym mi się kojarzą. I ich wytłumaczenia są tak logiczne, że aż wcale. Chwyciłam do drobnej dłoni srebrny długopis z niebieskim wkładem. Gdy zrobiłam jedną kreskę usłyszałam dzwonek. Oderwałam się od zeszytu i zerknęłam ze zdziwieniem na nauczycielkę. Po tym dzwonku nastąpiły dwa następne.
~3 dzwonki oznaczają pożar w któreś części szkoły. Macie zachować wtedy spokój i bezwzględnie wykonywać polecenia nauczyciela, z którym akurat jesteście.~
To słowa mojej wychowawczyni z gimnazjum. Wlepiłam więc wyczekujące spojrzenie pełną kpiny w pechowego nauczyciela. No to trafiła na niezłe ziółka. Nieogarnięta klasa III, która nie ma zamiaru dostosowywać się do poleceń. Usłyszałam jedynie śmiechy i krzyki niedojrzałych chłopaków i niektórych dziewcząt. Jak ja bardzo chciałabym należeć do tego grona. Żyć beztrosko nie bojąc się konsekwencji. Czemu ja tak nie umiem? Od czego to zależało? Nie taki chciałam uzyskać dziś charakter. Zerknęłam na dwie przyjaciółki. Panicznie bały się i pytały co dalej. Wybuchnęłam śmiechem gdy usłyszałam nieudolne próby uspokojenia klasy. W obecnej sytuacji mój śmiech przypominał raczej pierdoloną choleryczkę. Spojrzałam z politowaniem na nauczycielkę. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech wyrażający zażenowanie. Wstałam ze swojego miejsca szurając przy tym krzesłem. Wszyscy uciszyli się nieprzyjemnym hałasem. Nie mogłam wyzbyć się uśmiechu. To śmieszne, że musiałam uspakajać moją klasę. Cóż... nie bez powodu jednak zostałam przewodniczącą. Wzrokiem objęłam całą klasę.
-Kochani.... bo ja nie wiem czy wiecie co oznaczają 3 dzwonki... obstawiam, że jednak Pan Bóg raczył was obdarzyć tą wiedzą. Myśle również, że chociażby ktoś sobie jaja robił, należałoby zachować resztki rozsądku i po ludzku ewakuować się ze szkoły - rzekłam przybierając powagę na twarz jakby była moją suknią.
Po chwili rozbrzmiały syreny straży pożarnej. Klasa więc wyszła a ja za nimi. I niby przypadkiem skręciłam w stronę klasy fotograficznej, gdzie porozwieszane na sznurkach były wywołane zdjęcia. Musiałam sprawdzić czy w tej klasie się nie pali. W sumie to było głupie ale coś mnie pchało, by to sprawdzić. Mój szybki krok przeobraził się w bieg kiedy spostrzegłam dym. Zatrzymałam się przed drzwiami. Wzięłam głęboki wdech i zdecydowanym ruchem je otworzyłam. Na moją twarz buchnął żar. Z przerażeniem spostrzegłam, że pojedyńcze ogniki zjadały ze smakiem wywołane zdjęcia. Wystraszona weszłam do pomieszczenia ale za mną zamknęły się drzwi z hukiem. Ogarnęła mnie ciemność, cisza i przejmujący chłód. A przed oczami stanęła mi wizja. Wizja spotkania chłopaka z liry. Ale czy to naprawdę się zdarzy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz