Aż do chwili otrzymania pudełka z zabawkami od tajemniczego darczyńcy nigdy wcześniej nie zaczęłam zwracać uwagi na jakieś czynniki zewnętrzne i tak jak ja to nazywałam, żarcikami ze strony mojego mózgu. Wydawało mi się, że od tamtego dnia wszystko co do tej pory ignorowałam i nie zwracałam uwagi nagle się nasiliło przykuwając tym samym swoją uwagę. Jakby mówiło, "Patrz! Ja też tutaj jestem, nie martw się". Osobiście w to nie wierzyłam dlatego nadal starałam się nie zawracać sobie głowy niewyraźnymi szeptami mojego imienia. Nie potrafię nawet zdefiniować do czyjej on płci należy. To tak jakby w tym momencie wpadła w dziwny trans. Dodatkowo gdziekolwiek się nie znajdę mam poczucie, że ktoś stoi i mnie obserwuje. Analizuje mój każdy najmniejszy ruch mięśniem twarzy, najdrobniejszy ruch powieki. Nie opuszczał mnie nawet na krok. Przyglądał się mojemu zachowaniu, które z czasem stawało się coraz bardziej nerwowe i sztywne. Wykonywałam nagłe, gwałtowne gesty jednakże najczęściej takie zachowanie towarzyszyło mi wieczorem, gdzie już moja dzienna cierpliwość traciła na sile. To był też czas gdzie mogłam odetchnąć, pogapić się bezsensownie w sufit, dać wreszcie swoim zmysłom odlecieć nie w sen, a w krainę marzeń o dobrych marzeń. Niejednokrotnie spędzałam w nocy bite godziny, śpiąc zaledwie parę godzin. Ale te parę godzin mi wystarcza jak na razie w zupełności. Nie mam potrzeby długo spać. Sen jest ważny dla Nethana, bo on jeszcze rośnie. Ja... ja już jestem dorosła, i mogę samodzielnie decydować o tym, ile czego potrzebuje. Niby raj na ziemi ale czasem brakuje mi takiego skarcenia osoby typu:
- Lisabell, nawet nie waż się tak robić!
-Lisa, przecież wiesz jakie mam zdanie na ten temat.
Albo zwykłe zwrócenie się do pełnym imieniem z widoczną powagą i politowaniem już było formą skarcenia. Brakuje mi tego. Tego poczucia, że ktoś się o mnie martwi i mi to otwarcie pokazuje. Jak wraz ze mną ktoś bliski uczył mnie o tym brutalnym, zakłamanym i fałszywym świecie. A teraz... czuję się tak jakby mieli związane ręce, zaklejone usta, a ja najnormalniej w świecie nie mogłam nic z tym zrobić. A przede mną tylko wielkie drzwi i brak innego wyboru jakim jest przejście przez nie. Przejść ze świadomością, że od teraz radzisz sobie ze wszystkim sama i powinnaś dopilnować, żeby następne pokolenie przygotować na te drzwi dorosłości i ich problemów.
I zawsze wtedy o tym myślę. Jak mnie karcą a co robię? Śmieje się i to robię wbrew im woli bo wiem, że pomogą mi wyjść z tej sytuacji. I że to będzie dla nas jedna z wielu wspaniałych przygód. Wyobrażam sobie także mój niedoszły romans. Byłam zakochana w przyjacielu, który mnie opuścił. Zamykając oczy wyobrażam sobie jak trzymając mnie w pasie i unosi do góry wirując wokół własnej osi. Jak trzyma mnie w swoich silnych, wysportowanych ramionach i nie pozwala mi na jakikolwiek ruch, bo się o mnie boi. Bałby się o to, że mu się wyślizgnę i mnie straci... ale niestety było tak na odwrót. Zostawił mnie dla blondynki, która potrafiła wprost powiedzieć co jej się nie podoba. Pomimo, że mnie to boli... paradoksalnie lubię ją. A powinnam nienawidzić, prawda? Ale ja nie potrafię nienawidzić. Nie za takie coś. Nie winie Boga za śmierć rodziców. Nie winię nikogo, że ode mnie odeszli. Nie winię... a przynajmniej tak twierdzę. Nawet nie mam bladego pojęcia co dzieje się w moim wnętrzu. Nie mam czasu na takie rzeczy. Teraz rozumiem co miała na myśli moja matka, z którą dogadywałam się jak z własną przyjaciółką. Cały czas mi powtarzała, że jak dorosnę i będę pracować, mieć na głowie własne dzieci, dom na utrzymaniu, to nie będę miała czasu na duchowe problemy. Czas płynął nieubłaganie, a te 24 godziny nie starczały mi na te duchowe problemy. Nie posiadałam powodu by nawet się w to zgłębić. Byle by myśleć o dobrach i brnąć w to życie wierząc, że po śmierci odnajdę raj. Jestem dobrym człowiekiem, prawda? Przecież nie zrobiłam nikomu nic złego, czyż nie?
Dzisiejszy dzień nie był wyjątkiem. Od czasu otrzymania pudełka minęły zaledwie dwa miesiące, nastała zima. Pluszowego królika, którego otrzymałam, siedział w rogu łóżka mając na wglądzie cały mój pokój. I czekał tak, czekał aż położę się spać, wtulę się mocno w zabawkę i śnić będę o braku problemów. Znaczy, w sumie nie pamiętam o czym śnie. Była już prawie ósma godzina wieczór a brata jeszcze położyłam spać. Siedziałam przy biurku z materiałami powtórkowymi na próbne matury. Nauka mnie pochłonęła doszczętnie. Lampka oświetlała wszystkie moje notatki i tabelki, które doprowadzały mnie do szaleństwa. Nie wyobrażałam sobie wszystko zapamiętać. To było dla mnie niemożliwe. Pochłonięta nauką nie zauważyłam stojącego za mną brata.
-Na co się uczysz? - nagłe pytanie wyrwało mnie z transu i potwornie wystraszyło.
Instynktownie odchyliłam się w stronę przeciwną skąd dobiegł do mnie głos Nethana odwracając w jego stronę swoją twarz. Chwyciłam się również za miejsce, gdzie powinno znajdować się moje serce. Omal nie krzyknęłam, tak mnie przestraszył. Kiedy zorientowałam się, że to tylko mój przedszkolak, patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami po chwili wybuchając nerwowym śmiechem. Kręciłam głową nie dowierzając w to jak bardzo wciągnęło mnie przygotowywanie do próbnych matur.
-Aż taki straszny jestem? - zapytał śmiejąc się z mojej reakcji.
-Nigdy nie wiadomo co siedzi pod tą słodką skorupą - odparłam kładąc głowę na biurko.
-No a na co się uczysz? - wziął do ręki jedną luźną kartkę z moimi niedbałymi zapiskami i niewielkim wykresem.
-Próbne matury. Trzeba się przygotować, to bardzo ważne - odpowiedziałam spoglądając na jego zmęczoną twarz.
-A wiesz, że już dwudziesta? - zapytał przecierając oczko.
Spojrzałam gwałtownie na wyświetlacz telefonu. Rzeczywiście. Przymrużyłam oczy.
-Ale ty przecież nie potrzebujesz mojej pomocy przy szykowaniu się do spania. Jesteś dużym chłopcem - wyprostowałam plecy przeciągając się.
-A opowiesz mi i Jasonowi bajkę? - zapytał nagle ignorując moją uwagę.
Popatrzyłam na niego uważnie ściągając brwi do siebie. Próbowałam przypomnieć sobie kim był Jason. Z niewiadomych mi przyczyn to imię siedziało w mojej głowie i z ni gruszki, ni z pietruszki je znałam. Z czymś mi się kojarzyło.
-Jason? - postanowiłam jednak przyznać się, że mam kiepską pamięć więc samym powtórzeniem tego imienia, skłoniłam go by mi to łaskawie wytłumaczył.
-No Jason - wskazał palcem na pluszowego królika siedzącego w rogu mojego łóżka - Śpisz z nim przecież. Nie wiedziałaś, że ma na imię Jason? - chłopiec wydawał mi się zdziwiony a ja tylko prychnęłam i wzruszyłam ramionami.
-Nie sądziłam, że ma imię - wypaliłam lekko zakłopotana. - Ale dobrze, opowiem wam bajkę. A teraz sio, idź się szykować do spania.
Pogoniłam chłopca opierając głowę o swoją dłoń. Wstałam i zaczęłam przyglądać się pluszowej zabawce. Fakt faktem, pozwalałam mu się nim bawić kiedy ja coś robiłam a przyznam się, że przez nadchodzące próbne matury po prostu go lekko zaniedbuję. Spoglądając w szklane oczka miałam wrażenie jakby mnie przeszyły, jakby ten pluszak był żywy i mnie obserwował. Moja mina od razu zrzędła i wyszłam z pokoju. Przeszłam do kuchni robiąc sobie szybką kawę. Kiedy tylko zalałam wodę przybiegł do mnie Nethan w słodkiej piżamce w roboty. Do siebie tulił Jasona, króliczka któremu tak nadał na imię. Nie uważałam tego za jakieś wybitnie dziwne, gdy byłam w jego wieku również różnym zabawkom nadawałam imiona. Przyszliśmy do jego pokoju w którym walały się wszystkie zabawki. Kiedy zobaczyłam ten wielki bałagan otworzyłam usta lecz szybko je zamknęłam z udawanym uznaniem.
-Wolisz spać kiedy wokół jest porozrzucane pełno twoich zabawek? -zapytałam unosząc do góry prawy kącik ust.
-One nie są moje ale Jasona - odpowiedział oburzony chłopiec a ja w tym momencie uniosłam ręce do góry w geście poddańczym.
-Ale nie bij za to, dobra? Nie złość się, nie chce wojny. Dyplomacja? -zaproponowałam nadal mając dłonie w górze.
-Dyplomacja? Co to? - zapytała przekrzywiając główkę na bok.
Nethan usadowił się w swoim łóżku a jak usiadłam obok to zaczęłam tłumaczyć.
- Dyplomacja to rozwiązanie konfliktu pokojowego. Wiesz, bez żadnej wojny, wybuchów czy paf paf paf! - udałam że strzelam z karabinu a Nethan zaczął się ze mnie śmiać.
-Skoro jest dyplomacja to czemu nadal są wojny? - zadał kolejne pytanie na które musiałam mu w jakiś sposób odpowiedzieć.
-No bo widzisz, w niektórych ludziach są potwory, które się wybudzają i przejmują kontrolę. Dla potworów nie liczy się pokój i harmonia, tylko zrobienia chaosu, sprawieniu żeby ludzie byli smutni - mówiąc to przytuliłam go do siebie i głaskałam po włosach.
W tym momencie czułam, że w tym pokoju jest ktoś jeszcze. Osoba trzecia. Jej byt był dla mnie aż nazbyt namacalny. Wsłuchiwała się cierpliwie w moje odpowiedzi dotyczące dyplomacji. Przeszłam do bajki, którą wymyśliłam na poczekaniu. Opowiadałam o dziewczynce, która zgubiła się na prostej drodze, a wszystko dlatego że posiadała kolor zielony, kolor zguby. Nie zgubiła się sama, była z przyjaciółką. I szły wzdłuż strumyka, a co najlepsze, to tamta druga była bardziej ubrudzona od głównej. Chłopiec w między czasie spytał czy może spać dzisiaj z Jasonem. Zgodziłam się, przecież jedna noc bez przytulania mi nie zaszkodzi. Kiedy usnął urwałam historię i ostrożnie wstałam. Wychodząc ucałowałam jego czoło i wyszłam zgaszając przy tym jego światło w pokoju. Delikatnie zamknęłam jego drzwi. Westchnęłam ciężko, ponieważ ciężar trzeciej osoby jakby zelżał. Wzięłam kawę, ale biorąc łyk szybko ją odłożyłam. Zdążyła się ostudzić. Wylałam ją do zlewu i ładnie umyłam kubek, żebym mogła ze spokojem użyć go na przykład jutro. Poszłam do łazienki wziąć spokojnie prysznic. Uwielbiam gorącą wodę, która uderzała w moje plecy i kark, a potem spływała po moim ciele. Wyszłam z łazienki po dobrej pół godzinie. Założyłam na siebie nocną koszulę i krótkie spodenki, których de facto nie było widać. Z mokrymi włosami usiadłam chwilę do notatek ale nie byłam już w stanie nad tym myśleć. Odpłynęłam na chwile swoimi myślami wyobrażając sobie opowiadaną bajkę Nethanowi. Widząc jak obrazki się zmieniały i słysząc w głowie ich teksty mimowolnie się uśmiechnęłam. Ziewnęłam przeciągle i otworzyłam oczy czując, że powoli przysypiam. Wyłączyłam lampkę i wstałam z zamiarem sprawdzenia czy wszystko pozamykane. Przechadzając się po domu zakluczyłam wszystkie drzwi prowadzące na zewnątrz. Pozgaszałam wszędzie światła i poszłam położyć się do swojego łóżka. Wgramoliłam się i szczelnie opatuliłam kołdrą. Leżąc tak zrobiło mi się bardzo gorąco więc zirytowana odkrywałam coraz to więcej kołdry aż na koniec całkiem ją zrzuciłam na ziemie. Tak było idealnie. Obróciłam się niby to bokiem ale brzuchem do dołu. Tak, mam tendencję do dziwnych pozycji ale tak jest najzwyklej w świecie najwygodniej. Kiedy miałam zasypiać poczułam na swoim ciele dziwne dreszcze, przez co lekko drgnęłam wydobywając z siebie cichy jęk. Powierciłam się trochę i poczułam czyjąś obecność. Czułam jak jakaś niewidzialna siła obejmuje mnie. Sądziłam, że to spowodowane moim zmęczeniem.
-Lisabell... - usłyszałam szept wprost do mojego ucha.
Gwałtownie zerwałam się z łóżka ogarniając swoim wzrokiem pokój. Moje oczy stosunkowo szybko przyzwyczajają się do ciemności, więc długo nie musiałam czekać. Wyraźnie widziałam wszystkie znajome kształty szafek, biurka, lampki, stojących półkach na rogu, wiszących zdjęciach oraz gitarze, która służy jako ozdoba. Oddychałam szybko i próbowałam uspokoić swój oddech. Przełknęłam ślinę ogarniając jeszcze raz pokój. Zero podejrzliwych kształtów i cieni. Na powrót położyłam się do spania. Tym razem nic mi nie przeszkodziło i w spokoju zasnęłam. Śniąc... znów, o czym ja śniłam?
~Słodki zapach, ten sam jaki pamiętam za twych dziecięcych lat. Pozwól byście byli moi.